Kooperant czy własne gniazdo. Trzy kryteria zamiast stawki za godzinę
Obsługa jednego stałego kooperanta zajmowała w mierzonych przeze mnie zakładach od pół do jednego etatu planisty. Ta liczba rozstrzyga sprawę wcześniej niż porównanie stawek.
Rozmowa o kooperacji zaczyna się prawie zawsze od tego samego zestawienia: stawka kooperanta za godzinę pracy maszyny obok kosztu godziny na własnym gnieździe. Zestawienie jest policzone poprawnie i prawie nigdy nie rozstrzyga sprawy, bo pomija trzy rzeczy, które kosztują więcej niż różnica w stawce.
Obciążenie w szczycie, nie średnie
Własne gniazdo opłaca się wtedy, gdy praca jest przewidywalna i wypełnia je w miarę równo. Jeśli obciążenie skacze między czterdziestoma a stu dwudziestoma procentami w zależności od miesiąca, gniazdo będzie na zmianę stało i tworzyło kolejkę. Średnia z roku wyjdzie wtedy przyzwoicie i będzie nieprawdziwa dla każdego pojedynczego tygodnia.
Praktyczny podział: powtarzalna podstawa u siebie, szczyty i wyroby nietypowe na zewnątrz. Odwrotny układ, czyli własne gniazdo do rzeczy trudnych i rzadkich, kończy się stanowiskiem obsługiwanym przez jedną osobę, która akurat jest na urlopie, gdy przychodzi zlecenie.
Takie notatki wysyłam raz w miesiącu. Zapisz się na newsletter.
Koszt obsługi kooperanta
Kooperacja nie kończy się na wystawieniu zamówienia. Trzeba przygotować i wydać materiał, zorganizować transport w obie strony, przyjąć wyrób i skontrolować go, a przede wszystkim pilnować terminu, bo cudzy plan nie jest waszym planem. W zakładach, w których to mierzyłem, obsługa jednego stałego kooperanta zajmowała od pół do jednego etatu planisty, licząc razem z telefonami i poprawkami po niezgodnościach.
Ta liczba rozstrzyga sprawę wcześniej niż porównanie stawek. Trzech kooperantów obsługiwanych „przy okazji” przez planistę, który ma też ułożyć tydzień, oznacza, że jedno z tych zadań będzie robione źle.
Wpływ na czas przejścia
Operacja na zewnątrz dokłada zwykle od pięciu do dziesięciu dni kalendarzowych: transport, kolejka u kooperanta, transport powrotny, kontrola. Przy zleceniach z terminem czterotygodniowym to jedna czwarta całego okna. Jeśli zlecenie ma dwie operacje kooperowane u dwóch dostawców, planowanie robi się układanką, w której każdy poślizg przesuwa montaż.
Stąd prosta zasada przy wyborze, co oddać na zewnątrz: operacje z początku marszruty znoszą kooperację lepiej niż operacje przed montażem. Im bliżej końca, tym mniej czasu na naprawienie cudzego opóźnienia.
Kiedy zakup maszyny ma sens
Wtedy, gdy operacja jest stała, obciążenie przekracza siedemdziesiąt procent przez większość roku, a kooperacja wydłuża termin na tyle, że traci się zamówienia. Trzy warunki naraz, nie jeden. Zakup uzasadniony wyłącznie różnicą w stawce zwraca się w arkuszu, a na hali dokłada stanowisko, które trzeba obsadzić i utrzymać.
Zanim policzycie zwrot, sprawdźcie jedno: ile zleceń w ostatnim kwartale czekało na kooperanta, a ile na decyzję u was. W połowie zakładów, które o tym rozmawiały, druga liczba była wyższa i żadna maszyna jej nie zmienia.